Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sensacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sensacja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 września 2012

Szepty zmarłych - Simon Beckett

tytuł oryginału: Whispers of the dead   
tłumaczenie: 
Sławomir Kędzierski 
liczba stron: 256 
ISBN: 
9788324133673 

oprawa: miękka 
data wydania: 2009 (Amber) 

część w cyklu: III
moja ocena: 4+/6 


Trupia farma intryguje nie od dziś. Domeną tego ośrodka badawczego w Knoxville jest śmierć - śmierć pozbawiona poetyki, obdarta z metafor, czysty rozkład. Nic więc dziwnego, że kolejni autorzy czynią z niej tło dla swoich opowieści. Nie oparł się także Simon Beckett, autor m.in. głośnej Chemii śmierci. Szepty zmarłych to już trzeci tom przygód Davida Huntera, lekarza i antropologa sądowego; David po raz wtóry będzie musiał zmierzyć się z seryjnym mordercą i osobistymi zawirowaniami.

A co Hunter robi na trupiej farmie? Po dramatycznych przeżyciach (o których nie mam zielonego pojęcia, bo niechcący pominęłam drugą część) postanawia wyrwać się z Wielkiej Brytanii i "odetchnąć" w Centrum Antropologii Sądowej Uniwersytetu Tennessee, odwiedzając przy okazji dawnego przyjaciela i nauczyciela, Toma. Ten właśnie prosi Davida o pomoc w sprawie, która okazuje się czymś więcej niż zwykłym morderstwem. Fałszywe groby i kolejne martwe ciała to dopiero początek - antropolodzy będą musieli zmierzyć się z zabójcą pomysłowym i wyrafinowanym, mylącym tropy jak na zawołanie. Kto będzie kolejną ofiarą? Czy Davidowi uda się powstrzymać mordercę zanim dojdzie do prawdziwej katastrofy?


Szepty zmarłych okazały się dla mnie sporym zaskoczeniem. Z pierwszej przygody z Beckettem wyszłam bowiem lekko poturbowana i zawiedziona - bo za mało antropologii, bo zbyt oczywiste rozwiązanie. Tym razem na szczęście nie mogę postawić autorowi żadnego z tych zarzutów: fabuła jest świetnie skonstruowana, trzyma do końca w napięciu i nawet najbardziej wnikliwego czytelnika wystrychnie na dudka. Zaskakujące zwroty akcji i podrzucane po kawałeczku tropy sprawiają, że ciężko oderwać się od lektury. Uważam się za wytrawnego czytacza i zazwyczaj potrafię szybko określić mordercę, ale tu? Nie ma mowy, do samego finału nie wiadomo, kto zacz. A czy to nie najlepsza rekomendacja? 


Stylistycznie Szepty zmarłych to może nie majstersztyk, brakuje może nieco polotu i pewnego rodzaju gładkości, jednak nie razi to w żaden sposób - jest po prostu przyzwoicie. Co więcej, czyta się naprawdę dobrze właśnie ze względu na prostotę i przystępność języka. Odrzucać mogę jedynie zbyt rozbudowane opisy wewnętrznych przeżyć Huntera, i choć wcale nie ma ich tak wiele, dla mnie i tak były przysłowiowym piątym kołem: niczego szczególnego nie wnosiły, a tylko zawadzały. Co jeszcze wypada słabiej? Samo zakończenie. Choć zaskakujące, nie wywołuje innych emocji, brnie się przez nie raczej beznamiętnie. O tyle to dziwne, że przez całą książkę towarzyszy czytelnikowi nieokreślone poczucie niepokoju, jakby na kolejnej stronie czyhało poważne zagrożenie. Finał w żaden sposób nie przystaje do tej konwencji, po prostu nagle schodzi powietrze i zostaje... cóż, flak.

Na tle całości takie małe wpadki nie mają jednak dużego znaczenia; powieść Becketta jest po prostu świetna i przekonała mnie do pisarza w stu procentach. Wciągająca fabuła, interesujący bohaterowie i (tym razem;)) odpowiednia dawka antropologii przyjemnie mnie zadziwiły i to między innymi za ich sprawą wpisuję Szepty zmarłych na listę ulubionych książek.

wtorek, 5 czerwca 2012

"Chemia śmierci" - Simon Beckett




tytuł oryginału: THE CHEMISTRY OF DEATH
tłumaczenie: Jan Kraśko
liczba stron: 248
ISBN: 83-241-2445-4
oprawa: miękka
data wydania: marzec 2006 (Amber)



Na drugie imię powinnam mieć Sensacja. Uwielbiam czytać o zagadkowych morderstwach i spiskach, uwielbiam tajemnice, nagłe zwroty akcji. A kiedy śledztwo splata się z nauką - jestem w czytelniczym raju. Windą do nieba zawsze niosła mnie Katy Reichs, wybitna pisarka i antropolog sądowy, autorka serii "Kości" (tak, serial o tym samym tytule to żaden zbieg okoliczności). Miałam nadzieję znaleźć jej godnego następcę, niestety - rozczarowałam się.
O Simonie Beckett'cie wcześniej nie słyszałam, co specjalnie nie powinno nikogo dziwić – przeważnie jestem na bakier ze wszelkimi nowościami wydawniczymi. Jego wydana w 2006 roku "Chemia Śmierci" wpadła mi w ręce przypadkiem, i wciągnęła mnie okrutnie. Książka opowiada o Davidzie Hunterze, antropologu sądowym, który ucieka przed przeszłością do sennego Manham. Zatrudnia się tu jako lekarz i prowadzi spokojne, niemal letargiczne życie, gdy nagle w miasteczku zaczyna się źle dziać. Zostaje popełnione okrutne morderstwo, a David - chcąc nie chcąc - zostaje zaangażowany w jego rozwikłanie.
Ciało ludzkie zaczyna się rozkładać cztery minuty po śmierci. Coś, co było kiedyś siedliskiem życia, przechodzi teraz ostatnią metamorfozę. Zaczyna trawić samo siebie. Komórki rozpuszczają się od środka. Tkanki zmieniają się w ciecz, potem w gaz. Już martwe, ciało staje się stołem biesiadnym dla innych organizmów. Najpierw dla bakterii, potem dla owadów. Dla much. Muchy składają jaja, z jaj wylęgają się larwy. Larwy zjadają bogatą w składniki pokarmowe pożywkę, następnie migrują. Opuszczają ciało w składnym szyku, w zwartym pochodzie, który podąża zawsze na południe. Czasem na południowy wschód lub południowy zachód, ale nigdy na północ. Nikt nie wie dlaczego.
"Chemia śmierci" to dobrze poprowadzona intryga, prosty, ale barwny język. Autor sprytnie zwodzi nas, podsuwając coraz to nowsze tropy, by w końcu zaskoczyć rozwiązaniem zagadki. Ciekawie skonstruowani zostali także bohaterowie - mają wzbudzić w nas określone odczucia tylko po to, byśmy potem przecierali oczy ze zdumienia. Interesujące okazuje się też same miasteczko Manham, jego mieszkańcy; podobało mi się ich socjologiczno-psychologiczne ujęcie. Skojarzenia z "Dżumą" Camusa nie są chyba bezzasadne. Sam Hunter natomiast nie jest postacią nazbyt barwną, ale dzięki temu pozwala nam się skupić na historii, którą opowiada. Pojawia się także, oczywiście, wątek miłosny, dodający całości smaczku.
Beckett uczynił swojego zabójcę i jego metody oryginalnymi, co jest dużym plusem. Jednak wbrew temu, czego się spodziewałam, nie poświęcił zbyt wiele miejsca wątkowi antropologii, traktując go nieco po macoszemu. Sprawia on wrażenie jedynie wabika - badania, które przeprowadza David opisane są bardzo pobieżnie i wydaje mi się, że wynika to po prostu z braku wiedzy autora. Osoby, które nigdy się z takimi zagadnieniami nie spotkały powinny być zadowolone, ale ja - stara wyga - jestem rozczarowana.
Niemniej książkę oceniam na 4/6. Czyta się ją przyjemnie i szybko, bo jest po prostu dobrze napisana. Chętnie sięgnę po inne pozycje tego autora, choć już na pewno bez wielkich nadziei na drugą Temperance Brennan.