tłumaczenie: Zbigniew Kordylewski
liczba stron: 240
ISBN: 978-83-7648-043-5
oprawa: miękka
data wydania: 2008 (Prószyński i S-ka)
moja ocena: 4/6
Ferenc Mate w życiu osiągnął sporo i pewnie wielu z nas może mu tylko pozazdrościć. Ten węgierski pisarz, żeglarz i podróżnik zapragnął jednak wpędzić szarego człowieka w jeszcze większe kompleksy i... założyć winnicę. Osiadł więc wraz z rodziną w bajecznej Toskanii, krainie nie tylko wybornych win, ale także fenomenalnej kuchni, przyjaznych ludzi i zapierających dech w piersiach krajobrazów. Niestety, nawet w takim miejscu trzeba ciężko zapracować na spełnienie marzeń. Mate borykał się z wieloma trudnościami: od kłopotów ze znalezieniem odpowiedniej ziemi, przez remont liczącej kilkaset lat posiadłości aż po jelenie harcujące wśród winorośli. A o tym, jak poradził sobie z licznymi wyzwaniami, napisał książkę, którą czyta się wyjątkowo bezproblemowo.
Słowo, które moim zdaniem najlepiej charakteryzuje Winnicę w Toskanii brzmi: zabawna. To właśnie humor, z jakim autor opowiada o swoich perypetiach urzekł mnie najbardziej. Zdarzało mi się chichotać, rechotać, a nawet płakać ze śmiechu, gdy czytałam chociażby o próbach ujarzmienia traktora czy przygodzie w urzędzie. Podobała mi się także spora doza autoironii i sarkazmu, którymi częstuje nas autor - w połączeniu z leciutkim jak piórko stylem robiła naprawdę dobre, i przede wszystkim autentyczne wrażenie.
"Żeby zostać światowej klasy wytwórcą wina, trzeba najpierw mieć trzy rzeczy: pasję związaną z winnicami, doskonale wyszkolony nos oraz aktualny numer na gorącą linię dla samobójców."
Akcja książki nie należy do najszybszych, nie ma tu szaleńczego tempa, a jednak dynamizmu nie brakuje. Rytm jest świetnie wyważony: tak, byśmy nie mieli poczucia uczestniczenia w wyścigu po winnicę, ale też nie stracili zainteresowania. Niestety, mimo dołożonych przez autora starań zdarzają się momenty... cóż, senne. Opis heblowania deski raczej nie każdego zainteresuje, zwłaszcza, gdy liczy więcej niż dwa zdania. Niewiele takich fragmentów się zdarza, ale przyznam szczerze - nawet te nieliczne po prostu przeskakiwałam.
Sielankowy klimat Winnicy w Toskanii budują nie tylko przyjemny język i płynna akcja; godni uwagi są także bohaterowie drugo- czy nawet trzecioplanowi oraz żywe opisy włoskiej kultury, obyczajów i mentalności. Można odnieść wrażenie, że od lat zna się tych przemiłych ludzi i nie raz samemu przyrządzało się przepyszne dania kuchni toskańskiej. Irytować może jedynie - oprócz wspomnianych spowalniaczy fabuły - lekki chaos panujący w opowieści. Gdybyście kiedyś zastanawiali się, jak można na przestrzeni kilku zdań przeskoczyć z tematu dachówek na borowiki, a z borowików na obsługę dźwigu, zajrzyjcie do Ferenca Mate.
Cóż więcej mogę powiedzieć? Lektura tej dość szczególnej autobiografii sprawiła mi sporo radości i pogłębiła moje zainteresowanie Italią. Czy będę pamiętać o niej po latach? Raczej nie. W ciepły letni wieczór jednak sprawdziła się całkiem nieźle.





