czwartek, 13 września 2012

Śniadanie u Tiffany'ego - Truman Capote

tytuł oryginału: Breakfast at Tiffany's  
tłumaczenie:  Rafał Śmietana
liczba stron: 87 
ISBN: 
8389651629 
oprawa: twarda
data wydania: 2004 (
Mediasat Poland - Kolekcja Gazety Wyborczej

moja ocena: 5/6 


Od dawna utrzymuję, że najwięcej uroku zawsze znajdziemy w prostocie. Ta banalna wręcz prawda ma zastosowanie także w literaturze: często im prostsza fabuła, im mniej stylistycznych ozdobników, tym bardziej książka nas urzeka. I takich właśnie pozycji szukam, a co najważniejsze - często udaje mi się je znaleźć. Ostatnio do kolekcji lektur nieskomplikowanych, acz pięknych z całą pewnością mogę dodać Śniadanie u Tiffany'ego.

Nowy Jork, lata 40. XX wieku. Początkujący pisarz (nazwijmy go Fredem) snuje opowieść o swojej niezwykłej sąsiadce. O pannie Holly Golightly, w podróży. Zauroczony tą młodziutką, ekscentryczną kobietą Fred opowiada o ich wzajemnych relacjach, przedstawiając zadziwiające życie zadziwiającej Holly za swojej perspektywy. A jest o czym mówić: ten niebieski ptak zdaje się umykać wszelkim konwenansom, wciąż balansując na krawędzi. Mieszkanie Golightly wygląda niczym hotel, z nierozpakowanymi pudłami i bezimiennym kotem stanowiąc definicję tymczasowości, najwyraźniej nie przeszkadza to jednak o wiele starszym mężczyznom, którzy często ją odwiedzają (tak, to ci sami, którzy poproszeni o drobne na toaletę, wciskają damie 50-dolarowy banknot). Holly bywa w najmodniejszych klubach otaczając się celebrytami, a jednocześnie odwiedza w więzieniu praktycznie obcego człowieka, kradnie drobne przedmioty, by nie wyjść z wprawy, po czym przesiaduje godzinami w bibliotece - i zawsze działa według tylko sobie znanych zasad. Ale kim naprawdę jest ta "szczera blagierka" o ujmującej twarzy i szalonym życiorysie?

Capote stworzył fabułę tak banalną, że ciężko składnie ją streścić, a zarazem wykreował tak intrygującą postać kobiecą, jak może zrobić to tylko mężczyzna. Sylwetka Holly została nakreślona bardzo odważnie i żywo, stanowiąc zagadkę (a niekiedy może i źródło inspiracji) dla pokoleń czytelników. Jedno wiadomo na pewno: wzbudza emocje. Urzeka albo zniesmacza; jest słodka, cyniczna, zagubiona, pewna siebie, zwariowana i rozważna, głupiutka i inteligentna. Została opisana z niesamowitą prostotą i klasą, co zresztą stanowi największy atut Śniadania u Tiffany'ego. Pod warstwą niezobowiązującego stylu kłębią się treści zdecydowanie refleksyjne - ba, dla niektórych nawet filozoficzne! Śmiem stwierdzić, że u Capotego (a może Capota?) każdy znajdzie to, co chce znaleźć.

Warto zwrócić uwagę także na obraz Nowego Jorku sprzed kilkudziesięciu lat. Może to kwestia literackiego kunsztu autora, a może duch autentycznej atmosfery, jednak po lekturze Śniadania u Tiffany'ego byłam na nowo oczarowana Wielkim Jabłkiem, jego żywotnością i klasą. W szeleście kartek aż słychać pulsujący rytm wielkiego miasta, choć tu mogła nieco ponieść mnie wyobraźnia;) Moim zdaniem bardziej, aniżeli w filmowej adaptacji tego tytułu. A jeśli już przy filmie jesteśmy - to najgorsza ekranizacja świata. No dobrze, może nie najgorsza, ale ktokolwiek obsadził Audrey Hepburn w roli Holly, chyba nie czytał książki albo zwyczajnie postanowił wszystko zepsuć. Tragedia! Polecam wybrać albo wersję literacką, albo filmową, ale raczej nie obie, bo może grozić to poważną zapaścią.

Cóż więcej mogę powiedzieć? Dzieło Capota (czy Capotego?;)) należy do pozycji kultowych nie bez powodu: ma w sobie dużo wdzięku i bezpretensjonalności. Żałuję jedynie, że to tylko kilkadziesiąt stron, ponieważ chętnie spędziłabym z Holly i Fredem więcej czasu.

11 komentarzy:

  1. Jeszcze nie czytałam.Znam Capotte'a tylko z filmów.
    Niezapomniana rola Audrey'ki tak ją nazywaliśmy za czasów mojej młodości.
    Ale też coraz wększą ochotę mam przeczytać książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam ani nie oglądałam. Może się skusze tylko na jedną wersję. ;) A ja tez nie wiem jak się odmienia nazwisko autora, przykro mi z tego powodu. ;)

    Pozdrawiam,
    Klaudyna

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm, ciekawe czy też odczułabym taką rozbieżność przy zapoznaniu się z obiema wersjami "Śniadania u Tiffany'ego". W każdym razie myślę że wybiorę najpierw wersję pisaną. A film może uda się gdzieś obejrzeć..i może nie będzie to miało dla mnie negatywnych skutków;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jestem po prostu przewrażliwiona na punkcie adaptacji filmowych i tylko na mnie Hepburn w roli Holly działa jak płachta na byka...;) Jak obejrzysz film, daj znać, a książkę koniecznie dodaj do listy!

      Usuń
  4. Koniecznie muszę przeczytać tę książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam "Sniadanie" z Audrey w roli głównej ;) A tę pozycję powinna mieć każda kobieta w swoim domu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Hepburn żywo nie cierpię, zepsuła mi ten film! :D

      Usuń
  6. Musze przeczytać tą ksiażke :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajna książka, film zresztą też :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy nie czytałam, aż wstyd :) Film uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Film ponadczasowy, trzeba wziąć się za książkę. :)

    OdpowiedzUsuń

Moje serce raduje każdy komentarz - oprócz tych, które go nie radują;) Dziękuję za Twój czas, Czytelniku, i Twoje zainteresowanie. Gorąco zapraszam do dyskusji. Do przeczytania!